Wydawać by się mogło, że czasy hairy-pudel-glam-metalu minęły bezpowrotnie wraz z kolejnymi liftingami Bon Joviego i siwymi włosami Davida Lee Rotha. Jednak Steel Panther swoim drugim albumem - Balls Out - udowadnia, że moda na lata '80 wraca nie tylko w postaci naszych ubrań - rurek czy legginsów, ale i gitarowych riffów.
Na płycie znalazło się wszystko to, co heavy metalowy album zawierać powinien. Wystarczy spojrzeć
na tytuły piosenek, żeby przekonać się, jakimi kompozycjami czwórka z LA ma zamiar nas uraczyć
tym razem ... Już na samym początku dostajemy ostrą dawkę ciężkiego grania, bo krążek otwiera
Supersonic sex machine - zdecydowanie najszybszy kawałek w zestawieniu.
Tak samo było w przypadku Death to all but metal inicjującego poprzedni longplay (Feel the steel), słuchacz ma po prostu dostać solidnego gonga, po którym długo nie będzie mógł się pozbierać. Później przychodzi chwila na marzenia, bo przecież każdy może być Just like Tiger Woods (i nie chodzi tu tylko o
osiągnięcia sportowe), a także refleksję o miłości - czym innym są przecież romantyczne ballady
If you really really love me i Why can't you trust me, z których dowiadujemy się, że uczucie to
nie tylko piękne chwile, ale i mnóstwo wyrzeczeń ... przynajmniej ze strony kobiet :)
Balls Out to jednak przede wszystkim intensywna dawka starego dobrego rock 'n' rolla, głównie dzięki takim kawałkom, jak 17 girls in a raw, Tommorow night, I like drugs czy It won't suck itself - ten ostatni
zdecydowanie się wyróżnia, głównie ze względu na gościnny występ Chada Kroegera, który porzuca
tym samym ugrzeczniony i wymuskany wizerunek, doskonale znany wszystkim z jego "rodzimego"
Nickelback. I nie dajcie się zmylić tytułom, tak naprawdę nie chodzi tu o kobiety, seks i narkotyki, a
o niebezpieczeństwa czyhające na nas w zoo, przygody rozgrywające się w sklepie spożywczym czy
pomaganie bliźnim w potrzebie ... :)
Warstwa liryczna jest tym, co zdecydowanie wyróżnia Steel Panther spośród setek innych zespołów,
nie dajmy się jednak oszukać - to także doskonali muzycy! Każdy numer okraszony jest klasyczną
heavy metalową solówką w wykonaniu Satchela, ma on chyba wrodzoną smykałkę do tworzenia
riffów, które mają tylko jeden cel - wbić się nam do głowy i nie opuszczać jej całymi tygodniami! Nie
bez znaczenia jest też postać frontmana - Micheala Starra, który dźwięki niedostępne dla zwykłego
śmiertelnika śpiewa z taką łatwością, że żadna kobieta nie pozostaje obojętna na jego wdzięki.
Pomimo tego, że Steel Panther zaczynali jako cover band, mają niewątpliwy talent do pisania
potencjalnych hitów i chyba tylko pikantne teksty sprawiają, ze nie można usłyszeć ich na co dzień w
radio.
Nie wszystko jest jednak takie różowe, jak kostium Michaela Starra czy apaszka Foxxxa ... Trzeba
zdać sobie sprawę z faktu, że Steel Panther nie przypadnie do gustu osobom, które potraktują zespół
poważnie i bez koniecznego w tym przypadku dystansu. Balls Out brakuje także świeżości, jaką
prezentował debiutancki krążek Feel the Steel - najbardziej odczuwalny jest tutaj brak kooperacji z
znanymi muzykami, jak to było w przypadku Turn out the lights z M. Shadowsem, Asian hooker z
Coreyem Taylorem czy Party all day (F*** all night) z Justin Hawkinesm. Poza tym, hairy metal
w naszym kraju nigdy nie był zbyt popularny, na lata jego świetności przypada w Polsce raczej
epoka zaangażowanego politycznie rocka, więc nie ma się co dziwić. Może Balls Out ma szansę to
zmienić ...
Daniel Górecki
na tytuły piosenek, żeby przekonać się, jakimi kompozycjami czwórka z LA ma zamiar nas uraczyć
tym razem ... Już na samym początku dostajemy ostrą dawkę ciężkiego grania, bo krążek otwiera
Supersonic sex machine - zdecydowanie najszybszy kawałek w zestawieniu.
Tak samo było w przypadku Death to all but metal inicjującego poprzedni longplay (Feel the steel), słuchacz ma po prostu dostać solidnego gonga, po którym długo nie będzie mógł się pozbierać. Później przychodzi chwila na marzenia, bo przecież każdy może być Just like Tiger Woods (i nie chodzi tu tylko o
osiągnięcia sportowe), a także refleksję o miłości - czym innym są przecież romantyczne ballady
If you really really love me i Why can't you trust me, z których dowiadujemy się, że uczucie to
nie tylko piękne chwile, ale i mnóstwo wyrzeczeń ... przynajmniej ze strony kobiet :)
Balls Out to jednak przede wszystkim intensywna dawka starego dobrego rock 'n' rolla, głównie dzięki takim kawałkom, jak 17 girls in a raw, Tommorow night, I like drugs czy It won't suck itself - ten ostatni
zdecydowanie się wyróżnia, głównie ze względu na gościnny występ Chada Kroegera, który porzuca
tym samym ugrzeczniony i wymuskany wizerunek, doskonale znany wszystkim z jego "rodzimego"
Nickelback. I nie dajcie się zmylić tytułom, tak naprawdę nie chodzi tu o kobiety, seks i narkotyki, a
o niebezpieczeństwa czyhające na nas w zoo, przygody rozgrywające się w sklepie spożywczym czy
pomaganie bliźnim w potrzebie ... :)
Warstwa liryczna jest tym, co zdecydowanie wyróżnia Steel Panther spośród setek innych zespołów,
nie dajmy się jednak oszukać - to także doskonali muzycy! Każdy numer okraszony jest klasyczną
heavy metalową solówką w wykonaniu Satchela, ma on chyba wrodzoną smykałkę do tworzenia
riffów, które mają tylko jeden cel - wbić się nam do głowy i nie opuszczać jej całymi tygodniami! Nie
bez znaczenia jest też postać frontmana - Micheala Starra, który dźwięki niedostępne dla zwykłego
śmiertelnika śpiewa z taką łatwością, że żadna kobieta nie pozostaje obojętna na jego wdzięki.
Pomimo tego, że Steel Panther zaczynali jako cover band, mają niewątpliwy talent do pisania
potencjalnych hitów i chyba tylko pikantne teksty sprawiają, ze nie można usłyszeć ich na co dzień w
radio.
Nie wszystko jest jednak takie różowe, jak kostium Michaela Starra czy apaszka Foxxxa ... Trzeba
zdać sobie sprawę z faktu, że Steel Panther nie przypadnie do gustu osobom, które potraktują zespół
poważnie i bez koniecznego w tym przypadku dystansu. Balls Out brakuje także świeżości, jaką
prezentował debiutancki krążek Feel the Steel - najbardziej odczuwalny jest tutaj brak kooperacji z
znanymi muzykami, jak to było w przypadku Turn out the lights z M. Shadowsem, Asian hooker z
Coreyem Taylorem czy Party all day (F*** all night) z Justin Hawkinesm. Poza tym, hairy metal
w naszym kraju nigdy nie był zbyt popularny, na lata jego świetności przypada w Polsce raczej
epoka zaangażowanego politycznie rocka, więc nie ma się co dziwić. Może Balls Out ma szansę to
zmienić ...
Daniel Górecki



Komentarze
0
pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj swój komentarz